Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Bolesławiec
Tunel bez złotego pociągu

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Wakacje roku 1964 znaczna część ówczesnych harcerek i harcerzy z Bolesławca spędziła na obozie potocznie nazywanym „Maltą”, zorganizowanym nad Kwisą w Kliczkowie. Były bodajże dwa turnusy, z których drugi zakończyła nocna powódź, dostarczająca niepowtarzalnych emocji uczestnikom.
Tunel bez złotego pociągu

Tunel bez złotego pociągu
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Tunel bez złotego pociągu
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Tunel bez złotego pociągu
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.

Część z nich, wyrwanych ze snu, opuszczała polowe łóżka czując już pod stopami wodę. Koryto rzeki było tuż-tuż, a fragmenty niższych poziomów łączki, na której rozstawiono namioty, niewiele „wyrastały” ponad normalny poziom Kwisy.

„Malta” w kilku podobozach gościła dzieci i młodzież z Francji, Rumunii i chyba ówczesnego NRD. Całą placówkę świetnie zorganizowano, chociaż zapewne w myśl dzisiejszych, wyśrubowanych zasad higieny i bezpieczeństwa nie znalazłaby ona uznania w oczach współczesnych służb sanitarnych.

Trzystopniowy, drewniany podest, sięgający nurtu Kwisy, stanowił podstawową umywalnię, zaś żywiącą wszystkich ceglaną kuchnię wybudowano na niewielkim podwyższeniu terenu. Stołówkę tworzyły proste stoły i ławy, ustawione pod płóciennym zadaszeniem. Osłonięte doły latrynowe wykopano u podnóża zbocza rzecznej skarby.

Te proste urządzenia można jednak nazwać wyszukanymi w porównaniu z  wyposażeniem obozów słynnej „Bolesławieckiej Jedynki” Druha Huberta Bonina, na których uczestnicy kwaterowali w małych, stale naprawianych namiotach z wojskowego demobilu, opatrzonych wypłowiałym napisem „US Army”. Jadąc na nie harcerze cały swój dobytek musieli zmieścić w wojskowej „kostce”, opiętej zgrabnie zrolowanym kocem. Sporo tych plecaków pamiętało frontowe szlaki drugiej wojny światowej. Jako sprzęt noclegowy zabierano sienniki, dopiero na miejscu wypychane słomą, życzliwie udostępnianą przez rolników. Przygotowywane w prostej kuchni posiłki spożywano przy „ziemnym stole”.

„Mebel” ów tworzono wykopując niewielki rów, obiegający mały, kwadratowy lub prostokątny wycinek terenu. Zewnętrzny brzeg powstałego zagłębienia stanowił siedzenie, zaś wewnętrzny udawał „blat” pod manierki i menażki z pokarmem. W dni słoneczne było wesoło i miło, za to deszcze wyganiały bractwo do namiotów.

Taka puszczańska placówka świetnie funkcjonowała w przypadku obozu jednej – ale prawdziwie harcerskiej drużyny, natomiast „Malta” musiała korzystać z bardziej „wyrafinowanych” urządzeń. Przecież i tym daleko było choćby do dzisiejszych „tojtojek”…

W lecie roku 1964 atrakcję stanowiły kąpiele w Kwisie, organizowane u podnóża przełomu tej rzeki. Nad jej doliną jeździły wtedy po rozpiętych wysoko linach wózeczki koleb, przewożących urobek z pobliskich wyrobisk na zachodni brzeg, gdzie funkcjonowała stacja kolejowa. Był też mały most linowy.

W tym czasie pracowała jeszcze niewielka elektrownia wodna, położona poniżej - cel kilku harcerskich wycieczek. Wypady obozowych zastępów prowadziły ponadto do różnych zakątków okolicznych lasów, między innymi do odkrytych przez „zwiadowców” przepustów wodnych i jakichś tajemniczych, niedokończonych budowli na szlaku projektowanej przez Niemców autostrady.

Wrażenie robiła opustoszała kaplica cmentarna, stojąca w pałacowym parku, posiadająca jeszcze dach. W jej mrocznym wnętrzu majaczył kamienny sarkofag ze spoczywającą na nim rzeźbą człowieka w rycerskiej zbroi. Rozmieszczone w pobliżu monumenty dodawały tajemniczego uroku tej części dawnego zakola doliny rzecznej.

Któregoś dnia jakiś starszy mieszkaniec Kliczkowa powiedział napotkanym harcerzom, że z kościoła do miejscowego zamku prowadzi tunel. Jest ponoć zaminowany, więc nikt tam nie próbował wejść. Wlot do niego maskuje kamienna płyta, umieszczona w podłodze nawy świątyni. To wystarczyło, by rozpalona do białości czwórka młodziutkich przyjaciół postanowiła sprawę zbadać. Cóż - dzisiaj nie nastoletni chłopcy, ale dorośli, utytułowani mężczyźni dają się nabrać na tunel ze „złotym pociągiem”…

Szybko przygotowano tajną ekspedycję do świątyni. Jakoś udało się wejść do wnętrza kościoła, po czym dzięki zardzewiałym uchwytom, zainstalowanym w znalezionej piaskowcowej płycie, z wielkim trudem ją unieść.

W płytkiej, zionącej wilgocią i pleśnią miniaturowej krypcie leżało kilka przedmiotów. Wyobraźnia podpowiadała, że są to kości. Świadomi nagle swojego niecnego czynu „badacze” błyskawicznie zrobili porządek i szybko wrócili, uchodząc do obozu z męczącym poczuciem winy.

Sprawa rychło wyszła na jaw - i wtedy zrobiła się wielka awantura. Nieodpowiedzialni poszukiwacze przygód po ostrej reprymendzie zostali odpowiednio ukarani. Zapewne na szczęście nie wiedzieli wtedy, iż duża, głęboka krypta grobowa, bardziej przypominająca wlot do tunelu, znajduje się… pod podłogą przykościelnej kaplicy, wybudowanej po wschodniej stronie kliczkowskiej świątyni…


Zdzisław Abramowicz



otolwowek.pl © 2007 - 2021 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl